Mija właśnie 10 lat od ostatniego kryzysu finansowego. Spowodowane przez niego straty szacowane są na 15 bln (15 000 mld) dolarów, a jego skutki odczuwane są aż do dziś. W rezultacie kryzysu zlikwidowano ok. 7 milionów miejsc pracy, a według badaczy w latach 2008-2010 około 10 tys. osób popełniło samobójstwa, które powiązano z załamaniem gospodarczym.

Przyczyny kryzysu finansowego były wielokrotnie analizowane przez ekonomistów i ekspertów. Zainteresowanych odsyłamy do bogatej literatury oraz filmów, poruszających tę tematykę. Analizując kryzys finansowy z perspektywy czasu, warto zwrócić uwagę na błędy, które nas do niego doprowadziły i wyciągnąć z nich wnioski.

Po pierwsze, kryzys ujawnił problem niewystarczających regulacji i nadzoru sektora finansowego. Banki są nieodłączną częścią gospodarki i ważnymi podmiotami na rynku. Jednocześnie, bardziej niż tradycyjne przedsiębiorstwa produkcyjno-handlowe narażone są na zjawisko hazardu moralnego, którego efekty mogliśmy obserwować w latach 2007-2009. Stąd, w kolejnych latach wprowadzane było wiele regulacji zwiększających bezpieczeństwo, takich jak Dodd-Frank Act w Stanach Zjednoczonych czy Bazylea III w Europie.

Uświadomiliśmy sobie również, że w zglobalizowanym świecie kryzys w jednym państwie może z łatwością rozprzestrzenić się na inne kraje. Z uwagi na rolę Stanów Zjednoczonych i dolara w gospodarce światowej, szybko pojawiły się spadki również na światowych giełdach, a europejskie kraje stymulując gospodarkę gwałtownie zwiększyły swój dług publiczny. Dlatego obecnie bacznie obserwujemy zadłużenie Włoch, Japonii czy Chin, które mogą być zapalnikami kolejnego kryzysu.

Kryzys ujawnił również brak przygotowanych procedur na takie ewentualności i nieporadność rządów w odniesieniu do międzynarodowych korporacji, które są „zbyt duże, żeby upaść”. SIFI, czyli systemowo istotne instytucje finansowe miały motywy, by podejmować nadmierne ryzyko. Ich zarządy wiedziały, że od realizacji wyśrubowanych celów zależą ich premie i utrzymanie stanowisk. Natomiast w momencie materializacji tego ryzyka i problemów finansowych instytucje te musiały być wspomagane przez rząd i podatników, ponieważ ich bankructwo doprowadziłoby do upadku całego systemu finansowego.

Przyczyna kryzysu nie leży jednak wyłącznie po stronie państwa i banków, ale również zwykłych obywateli. Owszem, banki miały motywację, by udzielać ogromnej ilości niezabezpieczonych kredytów, ponieważ odsprzedając je inwestorom osiągały zysk. Z drugiej strony, osoby zaciągające te kredyty powinny być świadome odpowiedzialności, z jaką wiąże się zaciąganie kredytu i że być może zaciąganie kolejnego kredytu hipotecznego na drugi dom nie jest najlepszym pomysłem.

Czy jednak rzeczywiście wyciągnęliśmy wnioski? Statystyki mówią, że nie. W listopadzie 2016 roku zadłużenie gospodarstw w Wielkiej Brytanii osiągnęło rekordowy poziom 82% PKB. W strefie euro już w 2015 roku popularność kredytów konsumenckich dorównywała poziomowi sprzed kryzysu, a „Financial Times” prognozuje, że 66% brytytyjskich studentów nigdy nie spłaci rządowych pożyczek studenckich. Zachodnie społeczeństwa nie pozbyły się mentalności życia ponad stan, która była przyczyną ostatniego kryzysu finansowego.